|

1. Co to jest??
Ruch Czystych Serc (RCS)
powstał z inicjatywy
dwumiesięcznika “Miłujcie
się!” i jest odpowiedzią na nieczystość i pół-prawdy, jakie serwuje nam
świat. Nie mówi o niczym nowym, przynagla jedynie do zawierzenia Chrystusowi
własnej osoby. Pozwala zauważać zniewolenia, które pod przykrywką dobra
czyhają na różnych zakrętach naszych dróg. Ślubujemy troskę o trwanie w
stanie łaski uświęcającej, o czyste serce. Dla tego czystego serca
podejmujemy się abstynencji od współżycia płciowego aż do czasu zawarcia
związku małżeńskiego i walki o wolność od wszelkich nałogów. A dlaczego
forma wspólnoty? Bo możemy się za siebie nawzajem modlić i wesprzeć. Bo
wspólnota daje siłę.
Ta idea znana jest młodym na całym świecie - pięknie propaguje ją True Love
Waits, jeden z najpotężniejszych ruchów tego typu na kontynencie
amerykańskim.
Błogosławieni czystego serca, albowiem oni Boga oglądać będą.
(Mt 5, 8)
2.
Patronka ruchu bł. Karolina Kózkówna
W całej, rozległej wsi Wał-Ruda panował smutek, przygnębienie i niepewność.
Przyczyną nie była tylko tocząca się od kilku miesięcy wojna, nazwana
później I wojną światową. W tych stronach objawiała się ona przemarszem
wojsk, raz austriackich a raz rosyjskich, ciągłymi rekwizycjami i złowrogim
przetaczaniem się frontu. Do tych nieszczęść doszło jednakże jeszcze inne,
które ugodziło jakby w samo serce społeczności wiejskiej.
18 listopada, w biały dzień, żołdak rosyjski wszedł do chaty Kózków i
uprowadził siłą ojca rodziny i córkę 16-letnią Karolinę; wywiódł ich w pole,
tam odpędził ojca grożąc bronią a dziewczynkę pognał do lasu. Od tego czasu
nikt już Karolinki nie zobaczył.
Minęło przeszło dwa tygodnie, gdy się to stało. Rodzice przeżywali swoją
tragedię trwając na modlitwie, ale też w wyrzutach sumienia. Tego
tragicznego dnia Karolinka błagała matkę, by ją wzięła ze sobą na Mszę św.
do kościoła w Zabawie. Matka tłumaczyła jej, że na drogach włóczą się
żołnierze i w domu jest bezpieczniejsza. Karolinka nalegała ze łzami:
Wolałabym iść raczej do kościoła, bo się dziś czegoś boję. Matka postawiła
na swoim i wyszła sama. Po powrocie, gdy dowiedziała się od męża, co się
stało, zemdlała. A Jan Kózka, ojciec dobry i troskliwy, też nie mógł sobie
darować, że sterroryzowany przez uzbrojonego i wściekłego żołdaka nie dość
skutecznie próbował ratować córkę.
Stale myślą wracał do każdego momentu zajścia. Zaczęło się o godzinie 9-ej.
Był w domu z córkami, Karolinką i Rozalką, i małym synkiem, Władkiem, w
kołysce. Wszedł żołnierz rosyjski, ostro pytając się, gdzie są wojska
austriackie. Odpowiedź, że tydzień temu już się wycofały, a gdzie są teraz,
nie wiadomo, nie zadowoliła pytającego. Widać było, że jest agresywnie
nastawiony. Ojciec próbował go udobruchać ofiarowując chleb, jajka, masło,
śmietanę. Odtrącił wszystko i kazał ojcu i Karolinie iść ze sobą, rzekomo do
komendanta. Karolina włożyła buty, ale nie zdążyła ich zasznurować, na plecy
zarzuciła kurtkę brata. Gdy wyszli, ojciec skierował się w stronę wsi, aby
być bliżej ludzi, ale napastnik zażądał pójścia w pole. Zagroda Kózków
znajdowała się na skraju wsi, za nią były pola i niedaleko ciemny, gęsty
las. Uszli kawałek drogi; gdy znaleźli się wśród drzew, żołnierz przystawił
ojcu bagnet do piersi i kazał zawrócić, po czym pognał Karolinę leśną
ścieżką w głąb zarośli. Ojciec stał jeszcze chwilę, nieprzytomnie wpatrzony
w głębie leśne, gdzie zniknęło mu z oczu ukochane dziecko. Myślał pobiec ku
wsi po ratunek, ale nogi miał jakby sparaliżowane. Do sąsiada, który wybiegł
mu naprzeciw, dał radę tylko wykrztusić: W lesie... Karolina... moskal...
Trząsł się i nie mógł mówić dalej. Przyszedł po pewnym czasie do domu jak
błędny i od tego czasu nie zaznał chwili spokoju.
Wieść lotem błyskawicy obiegła całą wieś. Do zrozpaczonych rodziców przyszli
sąsiedzi i krewni, naradzano się, chodzono w kierunku lasu, ale bano się
wejść w jego głąb.
Jeszcze tego samego dnia nadeszły dalsze wieści. Dwóch chłopaków ze wsi,
Franek Zaleśny i Franek Broda, ukrywali w lesie swoje konie, bojąc się ich
zarekwirowania dla wojska. Znalazłszy bezpieczną kryjówkę w gąszczu,
uwiązali konie i wracali do domu mało uczęszczaną ścieżką. W odległości
jakichś 60 metrów ujrzeli uzbrojonego sołdata próbującego złapać wyrywającą
się mu dziewczynę. Obserwowali przez jakieś 10 minut tę szarpaninę, w której
dziewczyna (nie rozpoznali, że to była Karolinka) dzielnie broniła się i
wyrywała z rąk napastnika, próbując uciekać w stronę wsi. Ale, gdy żołdak ją
doganiał, zawracał ją w głąb lasu. W ten sposób, w czasie, gdy ich
obserwowali chłopcy, pokonali zaledwie jakieś 80 metrów. Potem chłopcy
uciekli do wsi, opowiadając, co widzieli. Po tych zeznaniach cała wieś już
wrzała. Otaczano półprzytomnych z przerażenia rodziców, naradzano się nad
sposobami ratunku. Dano znać do proboszcza w Zabawie, księdza Władysława
Mendrali, który natychmiast wszczął starania u władz wojskowych, by sprawcę
porwania dziewczyny i ją samą odnaleźć. Wszystkim sprawa leżała głęboko na
sercu, gdyż Karolinka Kózka była przez wszystkich kochana i ogólnie znana od
najlepszej strony.
Ofiara czy bohaterka
Okazało się, że tę skromną, rudą, niezbyt ładną, ale hożą i zgrabną
dziewczynę znał każdy we wsi. W jej twarzy zwracały uwagę głęboko osadzone,
duże oczy, wyraz zdecydowania i skupienie. Uczyła się dobrze, szczególnie
religii, chodząc do szkoły, oddalonej o dwa kilometry od domu. Była robotna,
nie tylko pracowała ciężko w gospodarstwie rodziców, pomagając im od
dzieciństwa, ale zapisując się w wdzięcznej pamięci różnych ludzi swoją
uczynnością. Była bardzo miłosierna, gotowa służyć i pomagać każdemu
człowiekowi. Była usposobienia raczej powolnego, ale energiczna, pogodna,
poważna - tak ją oceniały koleżanki. Była też wierna w przyjaźni. Wszyscy
zauważyli jej głęboką religijność. Była pierwsza do modlitwy w domu i w
kościele. Dzieci ze wsi i koleżanki szkolne skupiała na nauce katechizmu,
czytaniu książek religijnych, rozmowach o Bogu. Należała do stowarzyszeń
kościelnych, wszędzie przodując swoją gorliwością i skupieniem. Kiedy
kobiety mówiły, że ruda i nie nadaje się do noszenia feretronu, nie obrażała
się ani nie zrażała, a od noszenia obrazu nie odstąpiła - wspominano.
Szeptali sobie o niej wiejscy chłopcy, którym się podobała ta pogodna i
towarzyska dziewczyna; że gdy jej coś przygadali, ani nie moralizowała, ani
się nie oburzała, tylko się uśmiechnęła i coś odpowiedziała grzecznie, ale
tak inteligentnie i bystro, żeśmy zostali bez słowa. Najwięcej o jej
religijności wiedział proboszcz i księża pracujący w parafii, dlatego oni,
przejęci tragicznym wydarzeniem, pragnęli zrozumieć tajemnicę planów Boga,
który właśnie tę pobożną i czystą dziewczynę wydał w ręce gwałciciela.
Zresztą w mniejszym lub większym stopniu takie pytanie zadawali sobie
wszyscy, którzy Karolcię znali, dlaczego musiało to spotkać właśnie ją, tak
dobrą i niewinną dziewczynę.
Czas upływał; front wojenny się oddalił. Wieś, po wstrząsie, wróciła do
swych gospodarskich obowiązków, zagroda Kózków żyła znów swoją
codziennością, ale bez dawnej pogody i spokoju. Był już grudzień,
kilkustopniowy mróz ściął grudę.
4 grudnia do domu Kózków wbiegł sąsiad, Franciszek Szwiec, i ledwo mogąc
mówić od łez, wykrztusił: Waszą dziewuchę - w lesie - Karolcię - znalazłem.
Potem proboszczowi opisał w ten sposób swoje odkrycie: „W piątek rano dnia 4
grudnia wyszedłem do lasu waleńskiego zbierać drzewo. Za fosą w zaroślach
spostrzegłem coś bielejącego. Gdy zbliżyłem się, dokładnie poznałem, że to
są zwłoki uprowadzonej dziewczyny - Karoliny Kózki. Pospiesznie zawiadomiłem
o tym ojca, Jana Kózkę, który razem z Maciejem Głową, rolnikiem, i
Franciszkiem Zaleśnym, chłopcem, udali się w to miejsce celem przewiezienia
ciała”. Prędzej na to miejsce przyszli inni sąsiedzi, idąc prosto przez
pola. Ciało Karoliny leżało na wznak, wmarznięte w ziemię, w jednym ręku
znajdowała się chusteczka zerwana z głowy. Pod głową i barkami były ślady
krwi, która musiała wsiąknąć w ziemię. Domyślono się, że Karolina, póki
miała siły, uciekała ku brzegowi lasu, na pole, licząc, że spotka tam ludzi,
którzy jej przyjdą z pomocą. Miejsce śmierci było oddalone około kilometra
od miejsca rozstania z ojcem. Taka długa była trasa jej rozpaczliwej walki o
życie i cześć.
Ponad śmierć silniejsza jest miłość
Ciało Karolci owinięto w białe prześcieradło i powieziono do domu. Po drodze
dołączali ludzie, bo wieść rozeszła się szybko. Szli w milczeniu i łzach jak
w orszaku pogrzebowym. W domu przystąpiono do ostatniej posługi, którą można
było oddać umęczonemu ciału. Przystąpiły do niej trzy osoby: akuszerka
Rozalia Łazarz, sąsiadka Maria Pająk i , ponieważ w okolicy nie było
lekarza, tzw. urzędowy oglądacz zwłok, Jan Baran, który był uprawniony do
wydania świadectwa śmierci. Oni byli pierwszymi i wiarygodnymi świadkami,
którym przyszło rozpoznać przyczynę i okoliczności męczeńskiej śmierci
Karoliny Kózki.
Obmywając ciało, odsłaniali krok za krokiem przebieg krwawych wydarzeń.
Karolinka była boso, uciekając zgubiła niezasznurowane trzewiki. Odnaleziono
je później w lesie, a także dalej kurtkę brata, którą sama zrzuciła lub
którą zdarł z niej napastnik. Nogi miała pokaleczone kolcami jeżyn i cierni,
a także zabłocone po kolana. Widać biegła celowo - pomimo bólu - po gęstym
poszyciu leśnym, zmierzając ku podmokłym częściom lasu, licząc na to, że
będąc lekka i zwinna, da radę skakać z kępy na kępę, a goniący ją żołnierz,
uzbrojony i w ciężkim, długim szynelu utknie w bagnie. Gdy te nadzieje
znikły, skierowała się ku brzegowi lasu, gdzie zaczynały się pola. W sumie
ten dramatyczny bieg miał miejsce na przestrzeni około 1 kilometra.
Napastnik biegł raz dalej, raz tuż tuż za swoją ofiarą. Determinacja
dziewczyny zamieniła jego żądzę we wściekłość. W pewnej chwili wyciągnął z
pochwy długą kozacką szablę i ciął Karolinę w tył głowy. Wtedy dziewczyna
zrozumiała, że walka idzie o życie, postanowiła drogo je sprzedać. Obróciła
się twarzą do swego kata i gdy podniósł szablę do następnego ciosu, aby
ochronić głowę, chwyciła ręką za koniec ostrza. Żołdak wyrwał szablę,
przecinając Karolinie palce. Pomimo bólu i płynącej krwi dziewczyna walczyła
dalej. Teraz cios następował po ciosie. Ostatni, szósty, przeciął aortę
szyjną i tchawicę; wtedy dziewczyna upadła na ziemię, śmierć nastąpiła w
ciągu kilku minut.
Wszystkie te szczegóły odkrywali ci, którzy z powagą i czcią obmywali ciało
zamordowanej. Reszta zebranych, rodzina, sąsiedzi, klęcząc na podwórzu z
zapalonymi gromnicami, odmawiała różaniec. Wszyscy mieli świadomość, że
uczestniczą w jakimś misterium, którego nie we wszystkim są w stanie pojąć.
Gdy ukończono obmywanie zwłok i ubrano je do trumny, akuszerka Rozalia
Łazarz, przez drzwi oznajmiła zebranym: Nietknięta, widać, że się broniła
przed żołnierzem, nietknięta dziewczyna. Rodzicom spadł z serca kamień, bo
chociaż wiedzieli, że życia córce nic nie zwróci, jednak wieść, że uratowała
swoją dziewczęcą godność, podziałała na nich jak balsam. Osoby zajęte
ostatnią posługą wobec ciała Karoliny, do których dołączyła jeszcze matka i
wuj Franciszek Borzęcki, zostali powołani do stwierdzenia niewinności
zabitej wobec proboszcza, który zajął się z całą powagą zebraniem wszystkich
zeznań o życiu i śmierci swojej młodziutkiej parafianki. Miał poczucie, że
dotyka sprawy największego wymiaru: świętości i męczeństwa.
To było nie tylko jego odczucie. Gdy się rozeszła wieść, że droga wszystkim
Karolcia wolała umrzeć, niż utracić czystość, od razu jej postać przybrała w
oczach ludzkich znamion świętości. Dotychczas jedna nich, członek wiejskiej
społeczności, wyrosła teraz na wyżyny bohaterstwa w umiłowaniu Boga i Jego
prawa. Zdumiewało to, że w ciągu zaledwie 16-tu lat życia, chodząc twardo po
ziemi swymi pracowitymi nogami, równocześnie głową i sercem sięgała nieba.
To były refleksje, które towarzyszyły dwutysięcznej rzeszy, która
odprowadzała jasną, sosnową trumnę Karolci na cmentarz 6 grudnia 1914 roku.
Zdumiewało uczestnictwo wielu żołnierzy rosyjskich. Sprawcy zabójstwa nie
odnaleziono. Modlono się za Karolcię i do niej, prosząc o wstawiennictwo u
Boga, którego musiała już widzieć, skoro Chrystus obiecał to ludziom
czystego serca. A ona zaniosła przed Boży tron nie tylko swoje czyste serce
ale i palmę męczeństwa.
Potem jeszcze długo mówiono o niej, wspominając różne wydarzenia z jej
życia, czyny i słowa. Chciano je zapamiętać jako wskazówkę na przyszłość,
przesłanie, sposób na życie, niezwykłe życie.... To samo odnosi się do nas,
ludzi współczesnych, gdyż święci pozostają młodzi do końca czasów. Więc
młoda Karolina mówi do nas swoim życiem i śmiercią.
Była bardzo wstydliwa i skromna, nie lubiła płochych rozmów i dwuznacznych
żartów. Nazywano Karolinę powszechnie „aniołem w ludzkim ciele”... Nie
słyszałam, żeby ją uważali za jakąś dziwaczkę, słyszałam natomiast, że ją
wszyscy szanowali i kochali wspomina koleżanka. Nie chciała wyjść za mąż,
aby - jak powiedziała - mogła w niebie przebywać z Matką Bożą. Umyśliła
sobie, że dobuduje do domu rodzinnego komórkę, w której zamieszka, oddając
się modlitwie, służąc Bogu i pomagając ludziom. Dziś ten rodzaj powołania do
konsekracji pozostając w świecie, jest uznany przez Kościół.
Czystość była dla niej wartością ponad inne. Przez nią czuła szczególną
więź, jakby pokrewieństwo z Jezusem Chrystusem i Jego dziewiczą Matką. Oddać
ją komukolwiek - to się nie mieściło w jej głowie. Umiłowanie czystości
czerpała z Eucharystii.
Karolina uczy nas też korzystania z czasu, aby jak najwięcej czynić dobra.
Była gorliwa w obowiązkach i pełna inicjatyw. Wszędzie jej było pełno: w
stowarzyszeniach religijnych, w przygotowaniach do świąt, pielęgnowaniu
obyczajów. Dbała o kapliczkę przydrożną, sprzątała i ozdabiała kościół. Była
pierwsza do pomocy i do pacierza, zawsze chętna, radosna i praktyczna. Jej
ukochaną modlitwą był różaniec. Maryś, - radziła koleżance - gdzie tylko się
ruszysz, miej zawsze ze sobą różaniec.
Jak intensywnego życia wewnętrznego i współpracy z łaską trzeba było, aby w
tak krótkim czasie osiągnąć dojrzałość duchową i świętość. Bóg wybrał
Karolinę i „przyozdobił szatą zbawienia", aby była znakiem na dzisiejsze
czasy, gdy trzeba walczyć o czystość serca z taką determinacją, jaką ona nam
pokazała.
3. Rewolucja czystych serc w Colorado
Od 10 lat w
Stanach Zjednoczonych wśród amerykańskich nastolatków rozwija się prawdziwa
rewolucja obyczajowa, polegająca na modzie na czystość, na całkowitym
odrzuceniu pornografii oraz na rezygnacji ze współżycia seksualnego do czasu
zawarcia sakramentu małżeństwa. Odnotowuje się masowy ruch składania
przyrzeczeń czystości serca. Oprócz najbardziej popularnej organizacji "True
Love Waits" ("Prawdziwa miłość czeka") rodzą się regionalne ruchy promujące
czystość. Otrzymaliśmy list z Denver informujący o jednym z nich.
6 marca 2004
r. ponad 1.500 młodych Amerykanów zebrało się na arenie Uniwersytetu w
Denver (Kolorado), aby publicznie zobowiązać się do życia w czystości serca,
zgodnie z VI i IX przykazaniem, tak jak o to prosi Jezus Chrystus. Ruch
"Czysty z wyboru" w diecezji Denver został zainicjowany przed siedmiu laty i
jest prowadzony przez katolickiego księdza Williama Carmody
Na początku
spotkania, tłum młodych ludzi obejrzał na telebimie przesłanie od prezydenta
Georga Busha, który całym sercem poparł tę inicjatywę i poinformował, że
rząd amerykański będzie wspierał finansowo edukację promującą czystość,
wstrzemięźliwość i abstynencję wśród młodzieży. Później młodzi wysłuchali
świadectwa 22-letniej Eriki Harlod, Miss Ameryki 2003, która z dumą mówiła o
tym, że jest dziewicą i do dnia ślubu taką pozostanie. Każda nowa Miss
Ameryki wybiera określony temat, który przez cały rok promuje dla dobra
innych. Erika zdecydowała się na propagowanie czystości i wstrzemięźliwości
seksualnej wśród młodzieży. Nie od razu organizatorzy konkursu piękności
zaakceptowali ten temat. Dziewczyna była jednak nieustępliwa i dopięła
swego. Argumentowała, że propagowała abstynencję seksualną przed ślubem
zanim została Miss USA, a po wyborze będzie to czyniła z jeszcze z większym
zapałem
Drugim
prelegentem na spotkaniu w Denver był Jason Evert, który dał świadectwo
osobistego zmagania się w walce o wytrwanie w czystości w okresie swojej
młodości. Radził parom zakochanych, aby na randkę, do kina, na zabawę, na
wyjazdy wakacyjne zawsze zapraszali Pana Jezusa. "Gdy będziecie świadomi,
miłości. Przypominał, aby nikt nigdy nie ignorował głosu sumienia i zawsze
był gotowy do walki z siłami zła, które chcą zniszczyć miłość
Miłość cierpliwa jest - pisze
św. Paweł (1 Kor 13,4). Z pewnością prawdziwa miłość przetrwa czas
przygotowania i doczeka się swego dopełnienia w tym pięknym darze Boga,
jakim jest akt seksualnego zjednoczenia po przyjęciu sakramentu małżeństwa.
Młodzi często mówią, że seks jest świetny. To klocki LEGO mogą być świetne,
samochód może być świetny, ale seks jest święty. Nie profanujmy więc czegoś,
co Pan Bóg nam ofiarował jako najwyższy dar miłości", mówił Jason.
Potem przyszedł moment dzielenia się świadectwami. Młodzi mówili, że życie w
czystości nie tylko uchroni ich od chorób przenoszonych drogą płciową, od
zajścia w ciążę, ale przede wszystkim jest znakiem, że dla nich
najważniejsza jest miłość i wdzięczność Panu Bogu za dar życia. Tylko
wierność VI i IX przykazaniu pozwoli zachować najcenniejszy prezent
dziewictwa i czystego serca dla współmałżonka w dniu ślubu. Nikt przecięż
nie lubi otrzymywać używanych prezentów.
Przywoływano słowa św. Pawła: Czyż nie wiecie, że ciało wasze jest świątynią
Ducha Świętego, który w was jest, a którego macie od Boga, i że już nie
należycie do samych siebie? (1 Kor 6, 19)
Zachęcano dziewczęta, aby ubierały się elegancko i z gustem, ale skromnie.
Uświadamiano im, że zbyt skąpy i wyzywający ubiór deprawuje ciało kobiety, a
przecież jej łono to miejsce święte, gdyż tam dokonuje się cud stworzenia
człowieka. Kobiety powinny więc traktować ciało z wielkim szacunkiem i
pamiętać, że przez swoje zachowanie, ubiór, taniec mogą "wychować" mężczyzn
albo na dżentelmenów, albo na "dzikie bestie".
Skierowano apel do chłopaków, aby unikali pornograficznych czasopism,
programów telewizyjnych, stron internetowych, gdyż pornografia zniewala tak
jak narkotyki czy alkohol, deformuje praw- dę o kobiecie i współżyciu
seksualnym, pomija jego aspekt duchowy, niszczy zdolność do miłości,
wprowadzając w piekło egoizmu i różnego rodzaju dewiacyjnych czy
perwersyjnych zachowań.
Wszystkim przeżywającym trudności z czystością radzono, aby nigdy się nie
zniechęcali i pamiętali, że gdzie wzmógł się grzech, tam jeszcze obficiej
wzlata się łaska (Rz 5, 20). Nawet, jeśli ktoś już nie raz upadł, to nigdy
nie jest za późno, zawsze może zacząć od nowa. Wystarczy ci mojej łaski. Moc
bowiem w słabości się doskonali (2 Kor 12,9). Pan Bóg ma nie tylko plan A,
ale też i B, i C, i D - cały alfabet, więc niech nikt się nie załamuje,
tylko nabierze sił i ochoty do całkowitego oddania się Panu Bogu, aby mógł
później ofiarować przyszłej żonie lub mężowi dar czystego serca.
Zdobywa się je w codziennym trudzie i zmaganiu ze swoimi słabościami i
siłami zła. Człowiek, który przygotowuje się do zawodów sportowych
przestrzega określonej diety, odpowiednio dużo czasu poświęca na ćwiczenia i
sen. Podobnie czystość serca zdobywa się poprzez codzienny trening,
polegający na robieniu tego, czego pragnie Pan Bóg, a nie tego, co podoba
się żądzom. Szóste i dziewiąte przykazanie pokazuje drogę prowadzącą na
szczyty miłości i pełni szczęścia. Jeżeli komuś trudno jest podjąć decyzję o
pójściu drogą czystości serca, ponieważ czuje się słaby, to niech pamięta,
że najpewniejszym źródłem siły jest wytrwała, codzienna modlitwa oraz
sakramenty pokuty i Eucharystii. Nie oskarżajmy Pana Boga o zsyłanie na nas
pokus, bo najczęściej sami je prowokujemy. Aby nie narazić się na pokusy i
upadek, należy przebywać z takimi przyjaciółmi, którzy pomogą, a nie
utrudnią dokonanie właściwego wyboru. Wskutek złych rozmów psują się dobre
obyczaje - mówi św. Paweł (1 Kor 15, 33). Pewna studentka w każdy weekend
była zapraszana na imprezy, o których wiedziała, że zawsze tak samo się
kończą. Za każdym razem decydowała się zostać w domu, pisząc w tym momencie
list miłosny do swojego przyszłego męża, którego jeszcze nie znała. Gdy
potem zawarła sakrament małżeństwa, jako prezent ślubny ofiarowała mężowi
cały zbiór tych listów.
Inna dziewczyna w momencie złożenia zobowiązania życia w czystości kupiła
małą, białą świeczkę i zachowywała ją jak skarb, gdyż dla niej był to symbol
całkowitego oddania się Bogu, który jest prawdziwą Miłością. Podczas nocy
poślubnej podeszła do męża i ofiarowała mu tę niezapaloną świeczkę, aby on
był pierwszym, który zapali ogień miłości w jej sercu...
W swoim świadectwie jeden z chłopaków powiedział: "Przeraża mnie, że Pan Bóg
w momencie mojej śmierci obejrzy razem ze mną "płytę DVD" i pokaże palcem
wszystkie moje grzechy", ale podczas modlitwy Jezus go uspokoił: Synu, nie
martw się, Ja pokażę ci nie tylko to, co źle zrobiłeś i kiedy zgrzeszyłeś,
ale również to, jak po każdym upadku szedłeś do spowiedzi i zwyciężałeś
grzech uciekając się do Mojego miłosierdzia.
Na zakończenie spotkania młodzi ludzie złożyli przyrzeczenie czystości. Na
pamiątkę tego wielkiego wydarzenia otrzymali, pobłogosławione przez ks.
arcybiskupa Charlesa Chaputa, pierścionki czystości. Tak "uzbrojeni"
wychodzili jak żołnierze gotowi do walki z pokusami i z wszelką
nieczystością, zachowując w pamięci hasło; "Masz wybór: wybór bycia
czystym".
4. Jak przystąpić?
Wielu młodych ludzi pragnęłoby
przystąpić do tego ruchu, ale boją się podjąć ostateczną decyzję, gdyż
sądzą, że są za słabi i nie dotrzymają obietnicy.
Najczęściej odpowiadają: Nie jestem godna, nie! Na pewno nie ja! Ja zbyt
często popełniam grzechy; nie mogę się z nich wyzwolić; upadki zdarzają mi
się za często. Takimi kategoriami myśląc, w ruchu Czystych Serc nie powinno
być nikogo. Jest prawdą, że nikt o własnych siłach nie jest w stanie
osiągnąć czystości serca, bo jest to dar, który daje nam Jezus. A jeśli
daje, to każdy z nas powinien chcieć go przyjąć. Przystąpienie do ruchu
Czystych Serc powinno być najpierw wyrazem szczerego pragnienia i gotowości
przyjmowania od Jezusa daru czystego serca. Przystępując do tego ruchu,
deklarujesz się iść przez życie razem z Jezusem, żyć zgodnie z Jego
przykazaniami, a gdyby się przydarzył jakiś upadek, zobowiązujesz się, aby
natychmiast z niego powstawać, przystępując do sakramentu pokuty.
Pierwsza podstawowa rada, to szczerze starać się żyć w duchu Chrystusowego
błogosławieństwa: "Błogosławieni czystego serca, albowiem oni Boga oglądać
będą". Druga bardzo ważna wskazówka: zawsze zaczynać od nowa, nawet, gdy się
upadnie; nazywać rzeczy po imieniu; liczyć na miłosierdzie Boga, a nie na
własne siły. Nigdy się nie zniechęcać, uczyć się cierpliwości i wytrwałości,
umieć czekać.
Niebo zdobywa się latami, czasem przez kilkaset podejmowanych prób. Niebo to
czystość, miłość, szlachetność, o które chcę zabiegać, wręcz dobijać się.
Podejmuję walkę ze złymi skłonnościami, aby mieć w sobie najpierw to
nieustanne pragnienie, by żyć godnie, w zgodzie z naturą, zdrowym
rozsądkiem, wskazaniami Jezusa. "Ciągle zaczynam od nowa, choć czasem w
drodze upadam".
Zaczynamy od dobrej decyzji, której musi towarzyszyć postanowienie zerwania
z grzechem. Nie mogę praktykować wewnętrznej kolaboracji z grzechem,
zuchwałego grzeszenia. Nie do przyjęcia jest myślenie, że mogę upaść, bo i
tak mi Bóg przebaczy, NIE! Tak myśli i czyni człowiek z sercem nieczystym i
przewrotnym. Tak zabija się własnego ducha. Czyste intencje, szczere
myślenie i ocenianie swoich czynów w prawdzie, słuchanie wyrzutów sumienia,
tylko wtedy można włączyć się do ruchu Czystych Serc. Tylko w świetle
miłości Jezusa będziesz widział cały swój wewnętrzny brud i grzechy. Wtedy z
całą stanowczością będziesz mógł podjąć walkę ze swoimi słabościami,
uzależnieniami: alkoholowym, erotycznym i innymi. Wyrzuty sumienia domagają
się zawsze od twego serca prawości myślenia, działania, patrzenia,
pragnienia. Nie myśl tak: jestem nieczysty i dlatego nie mogę przystąpić do
ruchu Czystych Serc. Jeśli chcesz odciąć się od brudu, który jest w świecie
i w Tobie, to przyłącz się do duchowej rewolucji miłości Jezusa. "Zgłaszam
swoje serce do leczenia, zapisuję je u kardiologa, którym jest Jezus
Chrystus i poddaję się cierpliwej kuracji leczenia." Oddaj swoje serce
Jezusowi, a On będzie je uzdrawiał, oczyszczał i napełniał radością czystej
miłości. Nie daj sobie wmówić, że jesteś niegodny czy niewart przystąpienia
do tego ruchu. Nie możesz stać z boku i nic nie robić. Zmobilizuj się i
podejmij ryzyko, bez ryzyka nie powstają wielkie rzeczy.
Jeżeli tego
jeszcze nie uczyniłeś, to zdobywanie czystości serca rozpocznij od zaraz.
Najpierw idź do Jezusa, który czeka na Ciebie w sakramencie pokuty. Wyznaj z
ufnością wszystkie swoje grzechy, a po przyjęciu Jezusa w Komunii św. oddaj
Mu siebie odmawiając zamieszczoną tutaj modlitwę.
Panie Jezu,
dziękuję Ci, że ukochałeś mnie
miłością, która podnosi z największych
upadków i leczy najboleśniejsze rany.
Oczyść moje serce z wszelkiego zła,
które nie pozwala mi doświadczać i
cieszyć się darem czystej miłości. Oddaję
Ci, Panie, moją pamięć, rozum, duszę,
ciało wraz z moją płciowością
i przyrzekam nie podejmować
współżycia seksualnego do czasu
przyjęcia sakramentu małżeństwa.
Postanawiam nie czytać, nie kupować
i nie oglądać czasopism, programów
i filmów o treściach pornograficznych.
Przyrzekam codziennie modlić się, czytać
Pismo Święte, regularnie przystępować
do sakramentu pokuty, często
przyjmować Komunię świętą, oraz żyć
według 10 zasad ABC Społecznej
Krucjaty Miłości. Panie Jezu, bądź
jedynym Panem mojego życia. Ucz mnie
zdobywać umiejętność kontrolowania
mojego popędu seksualnego i uczuć.
Proszę Cię o pomoc, abym unikał(a)
wszystkiego, co uzależnia i zniewala,
a więc papierosów, alkoholu i narkotyków.
Ucz mnie tak żyć i postępować, aby w
moim życiu najważniejsza była miłość.
Maryjo, Matko moja, prowadź mnie
drogami wiary do samego źródła Miłości,
do Jezusa, abym zawsze tylko Jemu
ufał (a) i wierzył(a). Amen! |