Ruch Światło Życie przy parafii Bł. Władysława z Gielniowa
Strona Główna Artykuły Download Forum Linki Kategorie Newsów Galeria Nowa GaleriaListopad 22 2009 17:00:21
Nawigacja
Portal
  Strona Główna
  Artykuły
  Download
  Forum
  Regulamin Forum
  Galeria
  Nowa Galeria
  Linki
  Kategorie Newsów
  Kontakt
  Szukaj

Galeria

Oaza

Rozrywka

Bramki SMS

Ankieta dla Użytkowników
Brak zawartości dla tego panelu
Użytkowników Online
Gości Online: 1
Brak Użytkowników Online

Zarejestrowanych: 19
Nieaktywowany Użytkownik: 108
Najnowszy Użytkownik: ulka009
Najaktywniejsi
Na miejscu 1 jest:
Moniczka
Avatar

Punktacja:
Ogólne: 86
Bonusy: 11
Kary: 0

2) Przemek (63 pkt.)
3) madzia (61 pkt.)
4) mariposa (60 pkt.)
5) Agnieszka (49 pkt.)
6) Danys (48 pkt.)

Losowa fotka
Wyżerka
Wyżerka
My Tu i Tam
Reklama

Ranking Stron Katolickich

Nowoczesne przeglądarki

NIE Dzieciom NEO

OVH PL – Najlepsza technologia dostępna dla wszystkich.

eXtreme-fusion

Linki
Biblia Online
Stygmatycy

 

Stygmaty - widzialne lub ukryte, trwałe lub okresowo powtarzające się (zwłaszcza w piątek, w Wielkim Tygodniu), boleśnie odczuwane pojawienie się ran Chrystusa na ciele. W teologii zjawisko to ocenia się -w zależności od tego, co w ogóle można powiedzieć o życiu i postępowaniu stygmatyka - bądź jako charyzmat pochodzący od Boga, bądź jako zwykłą autosugestię. (...)"

„Wielu spośród świętych o temperamentach bardzo różnych zatapiało się w kontemplacji wlanej cierpień Chrystusa, z gorącą miłością, a jednak nie otrzymali stygmatów; do nich należy zaliczyć Najświętszą Maryję Pannę, św. Jana Ewangelistę, św. Magdalenę, wielu innych świętych przed Franciszkiem z Asyżu - pierwszym stygmatykiem, i wielu innych po nim. Jest to znak, że gorąca miłość złączona z kontemplacją wlaną nie wystarcza do wytworzenia stygmatów. Chrystus Pan udziela ich komu sam chce, kiedy chce i jak chce. Jest to taska z natury swej nadzwyczajna, która nie jest na normalnej drodze świętości."

Stygmatycy - żywe ikony Męki Pańskiej

 Cierpienia Jezusa Chrystusa na Golgocie są wymownym świadectwem miłości Boga do człowieka. Wymownym i niezwykle poruszającym przedłużeniem owego dowodu są stygmaty, którymi naznaczeni bywają Jego wybrańcy. Tacy, jak Święta Siostra Faustyna, która nosiła stygmaty wewnętrzne.

Stygmaty wewnętrzne - ukryte przed ludzkim wzrokiem - miał, prawdopodobnie, Apostoł Narodów, św Paweł z Tarsu Jakże bowiem inaczej interpretować jego osobiste wyznanie, zawarte w liście do Galatów (6, 17). „Noszę w swoim ciele ślady Męki Chrystusowej"7 Oficjalnie jednak za pierwszego astygmatyka w dziejach Kościoła uznaje się św Franciszka z Asyżu, a samo zjawisko znane jest dopiero od średniowiecza, kiedy to nastąpił bujny rozwój mistyki pasyjnej

 

Fenomen ran stygmatycznych

Greckim terminem „stigmata" -oznaczającym znamię, piętno, albo punkt - określano w czasach starożytnych znak wypalany żelazem na skórze przestępcy, albo niewolnika, aby oznaczyć, czyją jest własnością Dopiero w średniowieczu znaczenie rozszerzono na określenie ludzi wybranych przez Boga, którzy są żywym obrazem Męki Zbawiciela

W XX wieku badania nad fenomenem stygmatyzacji prowadziły całe sztaby wybitnych naukowców, usiłujących wyjaśnić podłoże powstawania i trwania owych ran Wysuwano rozmaite hipotezy, sugerujące m. in. podłoże histeryczne, neurotyczne, hipnotyczne, czy też ogólnie - wegetatywne Rozważano także możliwość autosugestii, wizualizacji w nadjaźni, czy też syntonii.

Cóż, dla psychologa owo utożsamienie zdaje się nosić znamiona syntonii, empatii, czyli współbrzmienia emocjonalnego oraz poznawczego, i to w stopniu najwyższym Z medycznego punktu widzenia trudno znaleźć wystarczające przesłanki, które wyjaśniałyby podłoże tak wstrząsających zmian fizycznych na ciele A są to rany zdumiewające na rękach, nogach, boku i głowie, podobne do tych, które nosił Ukrzyżowany Pojawiają się nagle - często wbrew woli osoby, która je otrzymuje - nigdy się nie goją, nie ulegają infekcjom, nie można ich wyleczyć, krwawią w dniach rozważania Męki Pańskiej, a zanikają dopiero po śmierci stygmatyka Nie mniejsze zdumienie budzą rozmaite okoliczności, towarzyszące stygmatyzacji — np. u stygmatyka leżącego na wznak krew spływa z ran nóg w kierunku przeciwnym do siły ciążenia, wydobywa się z nich przyjemna woń, podobna do zapachu kwiatów, a na dodatek obficie krwawią, chociaż znajdują się na ciele z dala od wielkich naczyń krwionośnych Często układ ran jest taki sam, jak na wizerunku Ukrzyżowanego, przed którym ma zwyczaj modlić się osoba stygmatyzowana Być może właśnie z tego powodu zdarza się, że np. rana boku występuje u jednych stygmatyków z lewej, a u innych z prawej strony

Geneza pochodzenia stygmatów zdaje się przekraczać horyzonty nauki, jako zjawisko sięgające wyżyn życia mistycznego Dlatego próby naturalistycznego i racjonalistycznego wyjaśnienia tego fenomenu wydają się skazane na niepowodzenie, bo przecież nie uwzględniają działania prawdziwej przyczyny sprawczej - Boga

Stygmatyzacja jest darem ofiarowanym człowiekowi, który dzięki głębokiemu przeżywaniu cierpień Zbawiciela, utożsamia się z Nim aż do granic identyfikacji Gorące nabożeństwo do Męki Pańskiej przeradza się w pragnienie upodobnienia się do Ukrzyżowanego, co czyni mistyka podatnym na wszelkie tchnienia łaski, do współcierpienia ze Zbawicielem Zdaniem dominikanina ojca Garrigou-Lagrange, stygmaty właściwe występują wyłącznie u ludzi szczególnie miłujących krzyż, a zarazem praktykujących cnoty najbardziej heroicznie Cierpienia stygmatyka stają się z czasem jego powolnym konaniem

 

Trudny los stygmatyka

A nie jest to lekki żywot, tylko pasmo cierpień i to już od najmłodszych lat, jakby proces dojrzewania do naznaczenia stygmatami musiał zacząć się tak wcześnie Co więcej stygmatyzacja potęguje często i tak niemałe już cierpienia, bo oprócz bólu fizycznego pojawiają się również udręki psychiczne, związane m.in. z podejrzliwością, nieufnością, brakiem zrozumienia i rozmaitymi przykrościami ze strony otoczenia. Ale obok bolesnych ran fizycznych występuje często również „słodka rana duchowa serca", którą może wywołać tylko Bóg. Pisała o niej m.in. św. Teresa z Avili, że jej skutkiem jest gorące pragnienie Boga i wielkie umiłowanie krzyża.

Stygmatyk wśród ludu wzbudza sensację, za to u władz kościelnych - sceptycyzm i daleko posuniętą ostrożność. Poddawany jest, zazwyczaj, licznym eksperymentom, a doraźne postanowienia, które są dla niego okresem ciężkiej próby, sprawiają wrażenie niezasłużonych szykan. Cóż, chodzi jednak o to, aby nazbyt pochopnie nie orzekać o nadprzyrodzonym pochodzeniu stygmatów. Zwłaszcza, że zdarzały się już przypadki wywoływania ich w sposób sztuczny, nadużycia i fałszerstwa. Magdalena z Kordoby, która u progu XVI w. zyskała w Hiszpanii sławę wielkiej mistyczki, dopiero tuż przed śmiercią wyznała, że symulowała charyzmaty, w tym i stygmatyzację. Natomiast w okresie międzywojennym po Europie podróżował Paweł Diebel, szewc z Waldenbergu -był także w Polsce - zalewając się podczas seansów krwawymi łzami i demonstrując na czole krwawiące ślady po koronie cierniowej. W rzeczywistości był to skutek nakłuwania sobie przez oszusta kącików oczu i głowy.

Ilu ich było?

Liczbę stygmatyków w dziejach Kościoła szacuje się na 350 osób. W XIX wieku francuski lekarz Antoine Imbert-Gourbeyre zebrał dokumentację obejmującą 321 stygmatyków, w tym ponad 40 mężczyzn. Wszyscy oni byli dla ludzi swojej epoki swoistymi „znakami czasu", przypominającymi o cierpieniach Odkupiciela, zarówno tych fizycznych, jak i duchowych.

Stygmatyzacji towarzyszą, najczęściej, także inne charyzmaty: wizje mistyczne - podczas nich stygmatyk nie reaguje na bodźce zewnętrzne - bilokacja (przebywanie jednocześnie w kilku miejscach), lewitacje, jasnowidzenia, dar prorokowania, czy obcowania z duszami zmarłych. Ludzie tak szczególnie naznaczeni przez Boga wyrzekają się siebie i ofiarowują swe cierpienia za grzechy innych, stając się dla świata żywym obrazem Męki Zbawiciela.


"Sekretarka Miłosierdzia" - święta Siostra Faustyna

Od czasu, kiedy zaczęta doświadczać mistycznych wizji cierpiącego Jezusa, coraz mocniej wczuwała się w Jego mękę. W „Dzienniczku" zanotowała w zeszycie II- 759: „Kiedy pierwszy raz otrzymałam to cierpienie, było to tak: po ślubach rocznych (czyli po 30 kwietnia 1928 r. - przyp. M.G.), w pewnym dniu, w czasie modlitwy ujrzałam wielką jasność, a z tej jasności wyszły promienie, które mnie ogarnęły i w tym uczułam straszny ból w rękach, nogach i boku i ciernie korony cierniowej (...)." Odczuwała te cierpienia przez kolejne piątki, potem czasowo ustały, a kiedy we wrześniu 1936 r. powróciły, zapisała: „chociaż to jest rzadko, cierpienie to trwa bardzo krótko, jednak jest straszne i bez szczególnej łaski Bożej nie zniosłabym, a na zewnątrz nie mam żadnych znaków tych cierpień (...)." A później, na kolejnych stronach „Dzienniczka", wielokrotnie można znaleźć adnotacje o tych przeżyciach. Najczęściej było to doznanie bólu w miejscach Ran Jezusa, po spotkaniu grzesznika, który korzystał z cierpień zastępczych mistyczki. Szczególnego cierpienia doświadczyła w Wielki Czwartek 14 kwietnia 1938 r: „W jednym momencie odczułam i przeżyłam całą mękę Jezusa we własnym sercu, zdziwiłam się, że te katusze nie pozbawiły mnie życia", (zeszyt Vl-1663). Nieco później po raz ostatni dała świadectwo swojej stygmatyzacji: „Dziś odczuwałam więcej, niżeli kiedy indziej mękę Pana w ciele swoim. Czułam, że to jest za konającego grzesznika", (zeszyt Vl-1724).

Stygmatyzowany kapłan - św. Ojciec Pio

Znany i czczony dziś w całym świecie Padre Pio, kapucyn z San Giovanni Rotondo we Włoszech, otrzymał początkowo niewidzialne, a później widzialne stygmaty Ukrzyżowanego. W piątek 20 września 1918 r., kiedy klęczał na chórze przed wizerunkiem Ukrzyżowanego, ujrzał postać, której ręce, nogi i pierś ociekały krwią. Przeraził się, a później tak to opisał:

„Czułem, że chyba umrę, jeśli Pan nie przyjdzie mi z pomocą, że me serce wyskoczy z piersi. Postać na chwilę cofnęła się, a ja zauważyłem, że moje ręce, nogi i pierś zostały przebite i ociekają krwią. Możecie sobie wyobrazić ból, jaki przeżyłem i odczuwam po dziś dzień. Rana serca wyrzuca nieustannie porcje krwi. Dzieje się to od czwartku wieczorem do soboty. Umieram wprost z bólu i zawstydzenia, lękam się, że umrę na skutek upływu krwi, chyba że Pan wysłucha westchnienia mego biednego serca.(...)"

Błagał Boga o usunięcie tych zewnętrznych znamion, a i później starał się je ukrywać. W swoich notatkach duchowych napisał m.in.: „Niebieski Ojciec sprawił, że uczestniczę w cierpieniach Jego Jednorodzonego Syna także w sposób fizyczny. Ten ból jest tak przenikliwy i ostry, że naprawdę nie mogę go opisać, ani nawet sobie wyobrazić. Nie wiem, czy brak mi sił, czy też jest to moja wina, gdy znajduję się w takim stanie. Choć nie chcę tego, płaczę jak małe dziecko".

„Konwalia leśna"- Wanda Boniszewska

2 marca 2003 r. zmarła 96-letnia Wanda Boniszewska, zakonnica bezhabitowego Zgromadzenia Sióstr od Aniołów. Od 1934 r. nosiła na ciele stygmaty Męki Chrystusa: rany w miejscu gwoździ, lewego i prawego boku, nad lewą piersią, trzynaście ranek dookoła głowy, lewego i prawego ramienia, guzy i sińce od pobicia oraz szramy po biczowaniu na całym ciele, krwawy pot i łzy. Poza bólem w miejscach ran s. Wanda przeżywała kolejno przebieg Męki Chrystusa w bolesnych ekstazach, znosząc rozmaite cierpienia. Stygmaty ukazywały się głównie w czwartki po południu i w piątki, przede wszystkim w Wielkim Poście, a zwłaszcza w Wielkim Tygodniu. Siostra Wanda niezwykle starannie ukrywała je i stoczyła ciężką walkę, prosząc Zbawiciela, aby jej nie udzielał tego daru. Na Jego wyraźne życzenie - a także, m.in. za radą nadzwyczajnego spowiednika arcybiskupa wileńskiego Romualda Jałbrzykowskiego - zgodziła się je przyjąć. Zastrzegła sobie jednak zachowanie ścisłej tajemnicy o tym niezwykłym darze aż do chwili jej śmierci.

Ciężko schorowana, m.in. na skutek kilkuletniego uwięzienia w czasach stalinowskich, od najmłodszych lat przyjmowała na siebie również choroby innych osób. Osobny rozdział w jej życiu stanowi walka z szatanem i doznawane od niego udręki, z powodu składania ofiar za kapłanów i wspólnoty zakonne. Przeżywała liczne wizje Chrystusa, Matki Bożej, własnego Anioła Stróża, osób zmarłych, czy dusz czyśćcowych. Po otrzymaniu stygmatów, w pewnych okresach obywała się bez pokarmu. Znała także czasem przebieg wydarzeń, które zachodziły daleko od niej, a także przewidywała przyszłe zdarzenia. Nazywała siebie „konwalią leśną" i obiecywała, że z nieba będzie miała większe możliwości wypraszania ludziom łask, zrzucanych jak płatki konwalii.

„Kwiat z Konnersreuth" - Teresa Neumann

Była najstarszym z dziesięciorga dzieci Neumannów, żyjących w bawarskiej wiosce Konnersreuth. Urodzona 9 kwietnia 1898 r. jako dorastająca pannica marzyła o misjach w Afryce, a jej ideałem była św. Teresa z Li-sieux. W 1918 r., pomagając sąsiadom podczas pożaru, zapadła na zdrowiu; kilka miesięcy później straciła wzrok, została sparaliżowana i przestała słyszeć. Od 1923 do 1925 r. przestała przyjmować pokarmy i płyny, żywiąc się jedynie kawałkiem Hostii św. W dniu beatyfikacji św. Teresy odzyskała wzrok, a dwa lata później - w dniu jej kanonizacji - całkowicie powróciła do zdrowia.

Od marca 1926 r., po wizjach mistycznych cierpiącego Zbawiciela, na jej ciele zaczęły pojawiać się kolejno krwawiące stygmaty: przebitego boku, głowy cierniem ukoronowanej, przebitych rąk i stóp, a z jej oczu płynęły krwawe łzy. Odtąd Teresa bardzo ekspresyjnie przeżywała Mękę Pańską w każdy piątek; zdarzało się jej relacjonować - z zadziwiającymi szczegółami archeologicznymi i na dodatek w języku aramejskim! - drogę Chrystusa na Golgotę. Przez wiele lat była poddawana rozmaitym badaniom, które nie wykazały fałszerstwa. Zmarła w 1962 r. w opinii świętości, ale do tej pory nie rozpoczęto procesu beatyfikacyjnego.

Ogień miłości" - Marta Robin

Ta Francuzka z Chateauneuf-de-Galaure bywa uznawana za jedną z najbardziej niezwykłych stygmatyczek. Pragnęta wstąpić do Karmelu, ale -jako dwudziestokilkuletnia kobieta - została całkowicie sparaliżowana. Od tej pory nie opuszczała swego pokoju, karmiąc się przez pół wieku wyłącznie Eucharystią! Od jesieni 1930 r., kiedy została naznaczona stygmatami, w każdy piątek przeżywała boleści Męki Pańskiej. Potem zewnętrze stygmaty zanikły: pozostały bez ran, ale krwawiły. Przestała również sypiać, cierpiąc od czwartkowego wieczoru do piątkowego popołudnia. Powołała do istnienia kilka wspólnot, z których największy rozgłos zdobyły „Ogniska Miłości". Zmarła w 1981 r.

Św. Katarzyna ze Sieny

Św. Katarzyna urodziła się w Sienie w 1347 roku, jako przedostatnie z dwadzieściorga pięciorga dzieci. W siódmym roku życia złożyła ślub dziewictwa i od roku 1363, mimo protestów rodziców, prowadziła surowe życie kontemplacyjne w rodzinnym domu jako tercjarka dominikańska. Od roku 1370 łączyła kontemplację z działalnością apostolską. Nakłoniła papieża, by powrócił z Awinionu do Rzymu. Starała się o nawrócenie wielu osób z różnych warstw społecznych i o pojednanie skłóconych. Świadectwem tej działalności są "Listy". Pragnęła upodobnić się do Chrystusa Ukrzyżowanego, dlatego zasłużyła na to, by 1 kwietnia 1375 roku otrzymać święte stygmaty Jego Męki, jednak nie w postaci ran, lecz krwawych promieni. Pozostawiła wspaniałą naukę duchową, szczególnie w dziele pod tytułem "Dialog". Liczne grono jej uczniów nazywało ją "Matką" i taką też została dla całej rodziny dominikańskiej. Zmarła w Rzymie w 1380 roku i tam spoczywa w bazylice Santa Maria sopra Minerva. Papież Pius II kanonizował ją 14 kwietnia 1461 roku, a Paweł VI ogłosił ją doktorem Kościoła w 1970 roku. Wspomnienie w liturgii przypada 29 kwietnia.

 Kiedy Katarzyna modliła się za swojego spowiednika i wielu innych ludzi, prosiła Pana, by obiecał jej, że obdarzy ich życiem wiecznym. Wyciągnęła ręce w tej modlitwie; nagle zdało się jej, że czuje w nich ogromny ból. Chwaliła za to Pana; zawsze tak czyniła, gdy spotykało ją cierpienie.

            Spowiednik poprosił ją, by opowiedziała o swoim widzeniu. Opowiedziała mu w posłuszeństwie o co prosiła i co się wydarzyło: „Potem poprosiłam, nie z niedowiarstwa, ale żeby mieć pamiątkę bardziej znaczącą: >>A jaki znak dasz mi, Panie, że to uczynisz?<< Wówczas On powiedział: >>Wyciągnij do mnie rękę!<< Kiedy to uczyniłam, wziął gwóźdź, przyłożył jego ostrze do środka mojej dłoni i tak mocno ścisnął mi rękę, że wydawało mi się, iż ją przeszył na wylot. Poczułam zaś taki ból, jakby ktoś mi młotkiem wbijał żelazny gwóźdź w dłoń. Tak więc z łaski Pana mojego Jezusa Chrystusa noszę w prawej ręce Jego blizny. Choć dla innych są one niewidoczne, czuję je i nieustannie zadają mi one ból”.

            Zdarzyło się też kiedyś, że trwając na dziękczynieniu po Komunii, traciła wszelkie zmysły; z tęsknoty za Stwórcą jej dusza oddalała się od cielesnego odczuwania jakichkolwiek bodźców. Jej otoczenie czekało, aż powróci do zmysłów, by uzyskać od niej duchową pociechę, jak nieraz już o to prosili. Nagle zauważono, że nieco się podniosła (dotychczas leżała krzyżem na ziemi), uklękła i rozłożyła ramiona, a jej twarz pojaśniała. Ciało jej zesztywniało niemal całkowicie, oczy miała przymknięte. W pewnym momencie jej ciało zostało jakby śmiertelnie zranione, zachwiało się, po czym po chwili dusza jakby wróciła w nie. Wkrótce opowiadała o tym spowiednikowi: „Ojcze, z miłosierdzia Pana noszę na swoim ciele Jego znaki. Zobaczyłam Pana przybitego do krzyża, jak schodził do mnie otoczony wielkim światłem. Dusza, pragnąca wyjść naprzeciw swojemu Stwórcy, sprawiła, że ciało się podniosło. Wówczas zobaczyłam, że z najświętszych Jego ran spływa na mnie pięć krwawych promieni i kieruje się do moich rąk, nóg i serca. Zrozumiawszy o co chodzi w tej tajemnicy, od razu zawołałam: >>Błagam Cię, Panie Boże mój, aby rany te nie były w moim ciele widoczne!<< Jeszcze to mówiłam, jak promienie te, nim jeszcze do mnie doszły, zmieniły barwę krwawą na świetlistą i w postaci czystego światła weszły w pięć miejsc mojego ciała (...) Odczuwam tak wielki ból we wszystkich pięciu miejscach, a zwłaszcza w okolicach serca, że bez szczególnego cudu nie ostałabym się prawdopodobnie przy życiu.”

 

Copyright © by Przewodnik Katolicki (17/2003)

Komentarze
Brak komentarzy.
Dodaj komentarz
Zaloguj się, żeby móc dodawać komentarze.
Oceny
Dodawanie ocen dostępne tylko dla zalogowanych Użytkowników.

Proszę się zalogować lub zarejestrować, żeby móc dodawać oceny.

Brak ocen.
Logowanie
Login

Hasło

Zapamiętaj mnie



Rejestracja
Zapomniane hasło?
Kalendarz
Listopad 2009
N P W S C P S
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30          
Clock
Shoutbox
Tylko zalogowani mogą dodawać posty w shoutboksie.

Agnieszka
DATA: 02/03/2008 16:33
http://advocatusdiaboli.wrzuta.pl/audio/9lYTHPgrbX /habari_njema_-_oczyszczenie nasza om-owa piosenka

może to widziałaś ale jest to warte przypomnienia http://www.godtube.com/view_video.php?viewkey=

^Sylfida
DATA: 10/01/2008 22:52
Matko jak dawno mnie tu nie było i nie będzie za co przepraszam ale tymczasowo nie mam netu smiley
Pozdrawiam :*

@Metrowiec
DATA: 13/10/2007 21:46
Chętnych, chcących wnieść coś nowego i zainteresowanych zapraszam do objęcia mego stanowiska. Więcej szczegółów w newsach

Przemek
DATA: 22/09/2007 00:52
Zapraszam więc do założenia tematu smiley

Tomek
DATA: 18/09/2007 22:36
EJ!!!!!!!!!!!!!
Rozumiem, że zaczęła się szkoła ale mimo to możnaby się trochę powypowiadać na tym forum

Mika
DATA: 10/09/2007 01:31
Hej Hej! Jest tu kto? Pozdrawiam jeszcze z Koszęcina ale już niedługo...smiley

@Metrowiec
DATA: 19/08/2007 19:12
Już bez paniki, zapraszam na forum i dokładnie przeczytaj smiley

^Sylfida
DATA: 19/08/2007 15:13
Łukasz błagam wejdź na nasze forum.

^Sylfida
DATA: 11/08/2007 18:17
Dla administratorów i super admin. Jest wiadomość w naszym folderze ode mnie w tym pt. "Uwaga..."

^Sylfida
DATA: 11/08/2007 18:10
Chciałąbym znowu zgłosić ,ze jak się loguje to nie widze tego gł.obrazu.... smiley

Stronę najlepiej przeglądać przy rozdzielczości 1024x768 kolorach 32-bity w przeglądarce Firefox lub Mozilla
Portal i forum opracowany przez Metrowiec © 2005-2007