|
|
Stygmaty - widzialne lub
ukryte, trwałe lub okresowo powtarzające się (zwłaszcza w piątek, w
Wielkim Tygodniu), boleśnie odczuwane pojawienie się ran Chrystusa na
ciele. W teologii zjawisko to ocenia się -w zależności od tego, co w
ogóle można powiedzieć o życiu i postępowaniu stygmatyka - bądź jako
charyzmat pochodzący od Boga, bądź jako zwykłą autosugestię. (...)" |
„Wielu spośród świętych o
temperamentach bardzo różnych zatapiało się w kontemplacji wlanej
cierpień Chrystusa, z gorącą miłością, a jednak nie otrzymali stygmatów;
do nich należy zaliczyć Najświętszą Maryję Pannę, św. Jana Ewangelistę,
św. Magdalenę, wielu innych świętych przed Franciszkiem z Asyżu -
pierwszym stygmatykiem, i wielu innych po nim. Jest to znak, że gorąca
miłość złączona z kontemplacją wlaną nie wystarcza do wytworzenia
stygmatów. Chrystus Pan udziela ich komu sam chce, kiedy chce i jak
chce. Jest to taska z natury swej nadzwyczajna, która nie jest na
normalnej drodze świętości." |
Stygmatycy - żywe ikony
Męki Pańskiej
Cierpienia
Jezusa Chrystusa na Golgocie są wymownym świadectwem miłości Boga do
człowieka. Wymownym i niezwykle poruszającym przedłużeniem owego dowodu są
stygmaty, którymi naznaczeni bywają Jego wybrańcy. Tacy, jak Święta Siostra
Faustyna, która nosiła stygmaty wewnętrzne.
Stygmaty wewnętrzne - ukryte przed ludzkim wzrokiem - miał,
prawdopodobnie, Apostoł Narodów, św Paweł z Tarsu Jakże bowiem inaczej
interpretować jego osobiste wyznanie, zawarte w liście do Galatów (6, 17).
„Noszę w swoim ciele ślady Męki Chrystusowej"7
Oficjalnie jednak za pierwszego astygmatyka w dziejach Kościoła uznaje się
św Franciszka z Asyżu, a samo zjawisko znane jest dopiero od średniowiecza,
kiedy to nastąpił bujny rozwój mistyki pasyjnej
Fenomen ran stygmatycznych
Greckim terminem „stigmata"
-oznaczającym znamię, piętno, albo punkt - określano w czasach starożytnych
znak wypalany żelazem na skórze przestępcy, albo niewolnika, aby oznaczyć,
czyją jest własnością Dopiero w średniowieczu znaczenie rozszerzono na
określenie ludzi wybranych przez Boga, którzy są żywym obrazem Męki
Zbawiciela
W XX wieku badania nad
fenomenem stygmatyzacji prowadziły całe sztaby wybitnych naukowców,
usiłujących wyjaśnić podłoże powstawania i trwania owych ran Wysuwano
rozmaite hipotezy, sugerujące m. in. podłoże histeryczne, neurotyczne,
hipnotyczne, czy też ogólnie - wegetatywne Rozważano także możliwość
autosugestii, wizualizacji w nadjaźni, czy też syntonii.
Cóż, dla psychologa owo
utożsamienie zdaje się nosić znamiona syntonii, empatii, czyli
współbrzmienia emocjonalnego oraz poznawczego, i to w stopniu najwyższym Z
medycznego punktu widzenia trudno znaleźć wystarczające przesłanki, które
wyjaśniałyby podłoże tak wstrząsających zmian
fizycznych na ciele A są to rany zdumiewające na rękach, nogach, boku i
głowie, podobne do tych, które nosił Ukrzyżowany Pojawiają się nagle -
często wbrew woli osoby, która je otrzymuje - nigdy się nie goją, nie
ulegają infekcjom, nie można ich wyleczyć, krwawią w dniach rozważania Męki
Pańskiej, a zanikają dopiero po śmierci stygmatyka Nie mniejsze zdumienie
budzą rozmaite okoliczności, towarzyszące stygmatyzacji — np. u stygmatyka
leżącego na wznak krew spływa z ran nóg w kierunku przeciwnym do siły
ciążenia, wydobywa się z nich przyjemna woń, podobna do zapachu kwiatów, a
na dodatek obficie krwawią, chociaż znajdują się na ciele z dala od wielkich
naczyń krwionośnych Często układ ran jest taki sam, jak na wizerunku
Ukrzyżowanego, przed którym ma zwyczaj modlić się osoba stygmatyzowana Być
może właśnie z tego powodu zdarza się, że np. rana boku występuje u jednych
stygmatyków z lewej, a u innych z prawej strony
Geneza pochodzenia stygmatów
zdaje się przekraczać horyzonty nauki, jako zjawisko sięgające wyżyn życia
mistycznego Dlatego próby naturalistycznego i racjonalistycznego wyjaśnienia
tego fenomenu wydają się skazane na niepowodzenie, bo przecież nie
uwzględniają działania prawdziwej przyczyny sprawczej - Boga
Stygmatyzacja jest darem
ofiarowanym człowiekowi, który dzięki głębokiemu przeżywaniu cierpień
Zbawiciela, utożsamia się z Nim aż do granic identyfikacji Gorące
nabożeństwo do Męki Pańskiej przeradza się w pragnienie upodobnienia się do
Ukrzyżowanego, co czyni mistyka podatnym na wszelkie tchnienia łaski, do
współcierpienia ze Zbawicielem Zdaniem dominikanina ojca Garrigou-Lagrange,
stygmaty właściwe występują wyłącznie u ludzi szczególnie miłujących krzyż,
a zarazem praktykujących cnoty najbardziej heroicznie Cierpienia stygmatyka
stają się z czasem jego powolnym konaniem
Trudny los
stygmatyka
A nie jest to lekki żywot,
tylko pasmo cierpień i to już od najmłodszych lat, jakby proces dojrzewania
do naznaczenia stygmatami musiał zacząć się tak wcześnie Co więcej
stygmatyzacja potęguje często i tak niemałe już cierpienia, bo oprócz bólu
fizycznego pojawiają się również udręki psychiczne, związane m.in. z
podejrzliwością, nieufnością, brakiem zrozumienia i rozmaitymi przykrościami
ze strony otoczenia. Ale obok bolesnych ran fizycznych występuje często
również „słodka rana duchowa serca", którą może wywołać tylko Bóg. Pisała o
niej m.in. św. Teresa z Avili, że jej skutkiem jest gorące pragnienie Boga i
wielkie umiłowanie krzyża.
Stygmatyk wśród ludu wzbudza
sensację, za to u władz kościelnych - sceptycyzm i daleko posuniętą
ostrożność. Poddawany jest, zazwyczaj, licznym eksperymentom, a doraźne
postanowienia, które są dla niego okresem ciężkiej próby, sprawiają wrażenie
niezasłużonych szykan. Cóż, chodzi jednak o to, aby nazbyt pochopnie nie
orzekać o nadprzyrodzonym pochodzeniu stygmatów. Zwłaszcza, że zdarzały się
już przypadki wywoływania ich w sposób sztuczny, nadużycia i fałszerstwa.
Magdalena z Kordoby, która u progu XVI w. zyskała w Hiszpanii sławę wielkiej
mistyczki, dopiero tuż przed śmiercią wyznała, że symulowała charyzmaty, w
tym i stygmatyzację. Natomiast w okresie międzywojennym po Europie
podróżował Paweł Diebel, szewc z Waldenbergu -był także w Polsce - zalewając
się podczas seansów krwawymi łzami i demonstrując na czole krwawiące ślady
po koronie cierniowej. W rzeczywistości był to skutek nakłuwania sobie przez
oszusta kącików oczu i głowy.
Ilu ich było?
Liczbę stygmatyków w dziejach
Kościoła szacuje się na 350 osób. W XIX wieku francuski lekarz Antoine
Imbert-Gourbeyre zebrał dokumentację obejmującą 321 stygmatyków, w tym ponad
40 mężczyzn. Wszyscy oni byli dla ludzi swojej epoki swoistymi „znakami
czasu", przypominającymi o cierpieniach Odkupiciela, zarówno tych
fizycznych, jak i duchowych.
Stygmatyzacji towarzyszą,
najczęściej, także inne charyzmaty: wizje mistyczne - podczas nich stygmatyk
nie reaguje na bodźce zewnętrzne - bilokacja (przebywanie jednocześnie w
kilku miejscach), lewitacje, jasnowidzenia, dar prorokowania, czy obcowania
z duszami zmarłych. Ludzie tak szczególnie naznaczeni przez Boga wyrzekają
się siebie i ofiarowują swe cierpienia za grzechy innych, stając się dla
świata żywym obrazem Męki Zbawiciela.

"Sekretarka Miłosierdzia" -
święta Siostra Faustyna
Od czasu, kiedy zaczęta doświadczać
mistycznych wizji cierpiącego Jezusa, coraz mocniej wczuwała się w Jego
mękę. W „Dzienniczku" zanotowała w zeszycie II- 759: „Kiedy pierwszy raz
otrzymałam to cierpienie, było to tak: po ślubach rocznych (czyli po 30
kwietnia 1928 r. - przyp. M.G.), w pewnym dniu, w czasie modlitwy ujrzałam
wielką jasność, a z tej jasności wyszły promienie, które mnie ogarnęły i w
tym uczułam straszny ból w rękach, nogach i boku i ciernie korony cierniowej
(...)." Odczuwała te cierpienia przez kolejne piątki, potem czasowo ustały,
a kiedy we wrześniu 1936 r. powróciły, zapisała: „chociaż to jest
rzadko, cierpienie to trwa bardzo krótko, jednak jest straszne i bez
szczególnej łaski Bożej nie zniosłabym, a na zewnątrz nie mam żadnych znaków
tych cierpień (...)." A później, na kolejnych stronach „Dzienniczka",
wielokrotnie można znaleźć adnotacje o tych przeżyciach. Najczęściej było to
doznanie bólu w miejscach Ran Jezusa, po spotkaniu grzesznika, który
korzystał z cierpień zastępczych mistyczki. Szczególnego cierpienia
doświadczyła w Wielki Czwartek 14 kwietnia 1938 r: „W jednym momencie
odczułam i przeżyłam całą mękę Jezusa we własnym sercu, zdziwiłam się, że te
katusze nie pozbawiły mnie życia", (zeszyt Vl-1663). Nieco później po raz
ostatni dała świadectwo swojej stygmatyzacji: „Dziś odczuwałam więcej,
niżeli kiedy indziej mękę Pana w ciele swoim. Czułam, że to jest za
konającego grzesznika", (zeszyt Vl-1724).

Stygmatyzowany kapłan - św.
Ojciec Pio
Znany i czczony dziś w całym
świecie Padre Pio, kapucyn z San Giovanni Rotondo we Włoszech, otrzymał
początkowo niewidzialne, a później widzialne stygmaty Ukrzyżowanego. W
piątek 20 września 1918 r., kiedy klęczał na chórze przed wizerunkiem
Ukrzyżowanego, ujrzał postać, której ręce, nogi i pierś ociekały krwią.
Przeraził się, a później tak to opisał:
„Czułem, że chyba umrę, jeśli Pan nie
przyjdzie mi z pomocą, że me serce wyskoczy z piersi. Postać na chwilę
cofnęła się, a ja zauważyłem, że moje ręce, nogi i pierś zostały przebite i
ociekają krwią. Możecie sobie wyobrazić ból, jaki przeżyłem i odczuwam po
dziś dzień. Rana serca wyrzuca nieustannie porcje krwi. Dzieje się to od
czwartku wieczorem do soboty. Umieram wprost z bólu i
zawstydzenia, lękam się, że
umrę na skutek upływu krwi, chyba że Pan wysłucha westchnienia mego biednego
serca.(...)"
Błagał Boga o usunięcie tych zewnętrznych
znamion, a i później starał się je ukrywać. W swoich notatkach duchowych
napisał m.in.: „Niebieski Ojciec sprawił, że uczestniczę w cierpieniach Jego
Jednorodzonego Syna także w sposób fizyczny. Ten ból jest tak przenikliwy i
ostry, że naprawdę nie mogę go opisać, ani nawet sobie wyobrazić. Nie wiem,
czy brak mi sił, czy też jest to moja wina, gdy znajduję się w takim stanie.
Choć nie chcę tego, płaczę jak małe dziecko".

„Konwalia leśna"- Wanda
Boniszewska
2 marca 2003 r. zmarła 96-letnia Wanda
Boniszewska, zakonnica bezhabitowego Zgromadzenia Sióstr od Aniołów. Od 1934
r. nosiła na ciele stygmaty Męki Chrystusa: rany w miejscu gwoździ, lewego i
prawego boku, nad lewą piersią, trzynaście ranek dookoła głowy, lewego i
prawego ramienia, guzy i sińce od pobicia oraz szramy po biczowaniu na całym
ciele, krwawy pot i łzy. Poza bólem w miejscach ran s. Wanda przeżywała
kolejno przebieg Męki Chrystusa w bolesnych ekstazach, znosząc rozmaite
cierpienia. Stygmaty ukazywały się głównie w czwartki po południu i w
piątki, przede wszystkim w Wielkim Poście, a zwłaszcza w Wielkim Tygodniu.
Siostra Wanda niezwykle starannie ukrywała je i stoczyła ciężką walkę,
prosząc Zbawiciela, aby jej nie udzielał tego daru. Na Jego wyraźne życzenie
- a także, m.in. za radą nadzwyczajnego spowiednika arcybiskupa wileńskiego
Romualda Jałbrzykowskiego - zgodziła się je przyjąć. Zastrzegła sobie jednak
zachowanie ścisłej tajemnicy o tym niezwykłym darze aż do chwili jej
śmierci.
Ciężko schorowana, m.in. na skutek
kilkuletniego uwięzienia w czasach stalinowskich, od najmłodszych lat
przyjmowała na siebie również choroby innych osób. Osobny rozdział w jej
życiu stanowi walka z szatanem i doznawane od niego udręki, z powodu
składania ofiar za kapłanów i wspólnoty zakonne. Przeżywała liczne wizje
Chrystusa, Matki Bożej, własnego Anioła Stróża, osób zmarłych, czy dusz
czyśćcowych. Po otrzymaniu stygmatów, w pewnych okresach obywała się bez
pokarmu. Znała także czasem przebieg wydarzeń, które zachodziły daleko od
niej, a także przewidywała przyszłe zdarzenia. Nazywała siebie „konwalią
leśną" i obiecywała, że z nieba będzie miała większe możliwości wypraszania
ludziom łask, zrzucanych jak płatki konwalii.

„Kwiat z Konnersreuth" -
Teresa Neumann
Była najstarszym z
dziesięciorga dzieci Neumannów, żyjących w bawarskiej wiosce Konnersreuth.
Urodzona 9 kwietnia 1898 r. jako dorastająca pannica marzyła o misjach w
Afryce, a jej ideałem była św. Teresa z Li-sieux. W 1918 r., pomagając
sąsiadom podczas pożaru, zapadła na
zdrowiu; kilka miesięcy później straciła
wzrok, została sparaliżowana i przestała słyszeć. Od 1923 do 1925 r.
przestała przyjmować pokarmy i płyny, żywiąc się jedynie kawałkiem Hostii
św. W dniu beatyfikacji św. Teresy odzyskała wzrok, a dwa lata później - w
dniu jej kanonizacji - całkowicie powróciła do zdrowia.
Od marca 1926 r., po wizjach mistycznych
cierpiącego Zbawiciela, na jej ciele zaczęły pojawiać się kolejno krwawiące
stygmaty: przebitego boku, głowy cierniem ukoronowanej, przebitych rąk i
stóp, a z jej oczu płynęły krwawe łzy. Odtąd Teresa bardzo ekspresyjnie
przeżywała Mękę Pańską w każdy piątek; zdarzało się jej relacjonować - z
zadziwiającymi szczegółami archeologicznymi i na dodatek w języku
aramejskim! - drogę Chrystusa na Golgotę. Przez wiele lat była poddawana
rozmaitym badaniom, które nie wykazały fałszerstwa. Zmarła w 1962 r. w
opinii świętości, ale do tej pory nie rozpoczęto procesu beatyfikacyjnego.

Ogień miłości" - Marta Robin
Ta Francuzka z Chateauneuf-de-Galaure
bywa uznawana za jedną z najbardziej niezwykłych stygmatyczek. Pragnęta
wstąpić do Karmelu, ale -jako dwudziestokilkuletnia kobieta - została
całkowicie sparaliżowana. Od tej pory nie opuszczała swego pokoju, karmiąc
się przez pół wieku wyłącznie Eucharystią! Od jesieni 1930 r., kiedy została
naznaczona stygmatami, w każdy piątek przeżywała boleści Męki Pańskiej.
Potem zewnętrze stygmaty zanikły: pozostały bez ran, ale krwawiły. Przestała
również sypiać, cierpiąc od czwartkowego wieczoru do piątkowego popołudnia.
Powołała do istnienia kilka wspólnot, z których największy rozgłos zdobyły
„Ogniska Miłości". Zmarła w 1981 r.

Św. Katarzyna ze Sieny
Św. Katarzyna urodziła się w Sienie w 1347
roku, jako przedostatnie z dwadzieściorga pięciorga dzieci. W siódmym roku
życia złożyła ślub dziewictwa i od roku 1363, mimo protestów rodziców,
prowadziła surowe życie kontemplacyjne w rodzinnym domu jako tercjarka
dominikańska. Od roku 1370 łączyła kontemplację z działalnością apostolską.
Nakłoniła papieża, by powrócił z Awinionu do Rzymu. Starała się o nawrócenie
wielu osób z różnych warstw społecznych i o pojednanie skłóconych.
Świadectwem tej działalności są "Listy". Pragnęła upodobnić się do Chrystusa
Ukrzyżowanego, dlatego zasłużyła na to, by 1 kwietnia 1375 roku otrzymać
święte stygmaty Jego Męki, jednak nie w postaci ran, lecz krwawych promieni.
Pozostawiła wspaniałą naukę duchową, szczególnie w dziele pod tytułem
"Dialog". Liczne grono jej uczniów nazywało ją "Matką" i taką też została
dla całej rodziny dominikańskiej. Zmarła w Rzymie w 1380 roku i tam spoczywa
w bazylice Santa Maria sopra Minerva. Papież Pius II kanonizował ją 14
kwietnia 1461 roku, a Paweł VI ogłosił ją doktorem Kościoła w 1970 roku.
Wspomnienie w liturgii przypada 29 kwietnia.
Kiedy Katarzyna modliła się
za swojego spowiednika i wielu innych ludzi, prosiła Pana, by obiecał jej,
że obdarzy ich życiem wiecznym. Wyciągnęła ręce w tej modlitwie; nagle zdało
się jej, że czuje w nich ogromny ból. Chwaliła za to Pana; zawsze tak
czyniła, gdy spotykało ją cierpienie.
Spowiednik
poprosił ją, by opowiedziała o swoim widzeniu. Opowiedziała mu w
posłuszeństwie o co prosiła i co się wydarzyło: „Potem poprosiłam, nie z
niedowiarstwa, ale żeby mieć pamiątkę bardziej znaczącą: >>A jaki znak dasz
mi, Panie, że to uczynisz?<< Wówczas On powiedział: >>Wyciągnij do mnie
rękę!<< Kiedy to uczyniłam, wziął gwóźdź, przyłożył jego ostrze do środka
mojej dłoni i tak mocno ścisnął mi rękę, że wydawało mi się, iż ją przeszył
na wylot. Poczułam zaś taki ból, jakby ktoś mi młotkiem wbijał żelazny
gwóźdź w dłoń. Tak więc z łaski Pana mojego Jezusa Chrystusa noszę w prawej
ręce Jego blizny. Choć dla innych są one niewidoczne, czuję je i nieustannie
zadają mi one ból”.
Zdarzyło się też
kiedyś, że trwając na dziękczynieniu po Komunii, traciła wszelkie zmysły; z
tęsknoty za Stwórcą jej dusza oddalała się od cielesnego odczuwania
jakichkolwiek bodźców. Jej otoczenie czekało, aż powróci do zmysłów, by
uzyskać od niej duchową pociechę, jak nieraz już o to prosili. Nagle
zauważono, że nieco się podniosła (dotychczas leżała krzyżem na ziemi),
uklękła i rozłożyła ramiona, a jej twarz pojaśniała. Ciało jej zesztywniało
niemal całkowicie, oczy miała przymknięte. W pewnym momencie jej ciało
zostało jakby śmiertelnie zranione, zachwiało się, po czym po chwili dusza
jakby wróciła w nie. Wkrótce opowiadała o tym spowiednikowi: „Ojcze, z
miłosierdzia Pana noszę na swoim ciele Jego znaki. Zobaczyłam Pana
przybitego do krzyża, jak schodził do mnie otoczony wielkim światłem. Dusza,
pragnąca wyjść naprzeciw swojemu Stwórcy, sprawiła, że ciało się podniosło.
Wówczas zobaczyłam, że z najświętszych Jego ran spływa na mnie pięć krwawych
promieni i kieruje się do moich rąk, nóg i serca. Zrozumiawszy o co chodzi w
tej tajemnicy, od razu zawołałam: >>Błagam Cię, Panie Boże mój, aby rany te
nie były w moim ciele widoczne!<< Jeszcze to mówiłam, jak promienie te, nim
jeszcze do mnie doszły, zmieniły barwę krwawą na świetlistą i w postaci
czystego światła weszły w pięć miejsc mojego ciała (...) Odczuwam tak wielki
ból we wszystkich pięciu miejscach, a zwłaszcza w okolicach serca, że bez
szczególnego cudu nie ostałabym się prawdopodobnie przy życiu.”
Copyright © by Przewodnik Katolicki
(17/2003)
|